Orest Tabaka radzi jak żyć prościej i przyjemniej

Kto z nas nie poczuł się przytłoczony swoją pracą, obowiązkami, zakupami, wydatkami i całym życiem?  Minimalizm może jest modą, a może sposobem na modę dzisiejszego świata.

Kiedyś myślałem, że zbieractwo to domena pokolenia naszych rodziców. W końcu "może się kiedyś przydać". Ale myślę, że to nie wywodzi się ze stania w kolejkach do pustych sklepów. Teraz rzadko są kolejki i nigdy puste półki, a ludzie dalej gromadzą wciąż więcej i więcej. Dotyczy to nie tylko rzeczy w szafach, ale też myśli w głowie, obowiązków w pracy, konfliktów w związkach, szkodliwych relacji. To wszystko jest jak plecak pełen kamieni, który nosimy ciągle ze sobą.

Jednak czy "więcej" sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi?

Zapraszam do wywiadu z Orestem Tabaką, z którym byliśmy prelegentami na TEDxWSB i od tej pory miałem przyjemność nie raz rozmawiać z nim o życiu, pracy, rozwoju i marzeniach. Wystąpił w Dzień Dobry TVN, Gazecie Wyborczej i Polskim Radio Czwórka, na konferencjach TEDxWSB, MediaFunLAB. W zeszłym roku Orest ograniczył czas pracy do 40 dni, nie rezygnując z podróżowania.

Wojciech Paździor: Orest, poznałem Cię bardzo niewiele o Tobie wiedząc, ale od razu wydałeś mi się facetem, który nie dźwiga ciężaru zobowiązań. Skąd to się u Ciebie bierze?

Orest Tabaka:

To się wzięło w pewnym momencie życia, w którym zainteresowałem się ideą coachingu (oczywiście robiąc sobie self-coaching) oraz samorozwojem. Wtedy też zakwestionowałem wiele podejść rodziców, mojego otoczenia, wielu ludzi, których spotykam i zauważałem, że to, co robią i jak do różnych spraw podchodzą zwyczajnie nie działa. Kryterium „nie działa” to głównie: jak to się ma do jakości życia i zadowolenia z niego. Wtedy, wraz z wprowadzaniem w swoje życie idei minimalizowania, wyciąłem wiele obowiązków. To dało przestrzeń do delektowania się życiem, a nie ścierania się z nim :)

Często słyszę skojarzenie, że minimalizm polega na posiadaniu nie więcej niż 100 rzeczy. Możesz przybliżyć, czym tak naprawdę jest?

Niektóre osoby promujące minimalizm zachęcają do takiego właśnie wyzwania, by zmieścić się w 100 rzeczach (z Leo Babautą na czele). Ma to pewien sens, bo niektórzy potrzebują jakichś kwantyfikacji, by coś osiągnąć. Ale ma to też ból taki, że zaraz może budować atmosferę wyrzeczeń – a to nie o to chodzi. Stąd lepiej po prostu wywalić wszystko, co niepotrzebne, czy też inaczej... wziąć sobie to, czego faktycznie potrzebujemy do życia (patrząc na najważniejsze potrzeby), a resztę zostawić/porzucić. Zupełnie inaczej wtedy kierujemy swoją uwagę – na to, czego potrzebujemy, a nie na „wydzieranie sobie” czegoś czy ograniczanie się.

Jak ty uprościłeś swoje życie?orest-tabak4 (800x450)

W dość spontaniczny sposób 5 lat temu zacząłem od szafki z ubraniami, starych gazet, sprzętów elektronicznych, dochodząc do umeblowania mieszkania. Po tym zabrałem się za obowiązki i relacje z ludźmi – wszystkie toksyczne relacje „wywaliłem” (pozwalając żyć wampirkom swoim życiem), a skupiłem się tylko na tych pozytywnych, które podnoszą jakość życia. Uprościłem też decyzyjność – sprowadzam to do tego, czy coś chcę i co jest kluczową rzeczą, jaką muszę zrobić, by to coś osiągnąć: sprawy biznesowe, to, czy mogę wnieść pozytywną różnicę tym, co robię i czy będzie to też dla mnie intratne, a później jak w systemie KISS (Keep It Simple Stupid) – wykonać to; podróż, to gdzie chcę jechać, czy mam fundusze, biorę bilet i pomysł na noclegi, reszta jakoś się ułoży :)

Od czego zacząć upraszczanie swojego życia?

To dość trudne pytanie jak na początek :) Oczywiście dość mocno zależy od sytuacji każdej osoby. W pierwszej kolejności zastanowiłbym się, w których obszarach mam bałagan i który bałagan utrudnia mi życie i działania... czy też posprzątanie tego, który da największą ulgę (dla uproszczenia na warsztatach zalecam szukać w 3 bardzo ogólnych obszarach: zawodowo-finansowym, towarzysko-uczuciowym oraz w pasje/wolny czas). Tam bym się skupił, bo wtedy szybko efekty przenoszą się na naszą jakość życia. Z drugiej strony nie zawsze jest to najprostsze, stąd w ramach trenowania w upraszczaniu zacząć można od czegoś łatwego – np. od uporządkowania szafy z ubraniami (ewentualne niepowodzenie łatwo naprawić, odkupując ciuchy). Później papiery, książki, stare sprzęty – i po takim przygotowaniu łatwiej przejść do upraszczania swoich obowiązków, zadań do wykonania, sposobu podejmowania decyzji czy też upraszczania relacji z ludźmi.

Idzie wiosna, więc idealny czas na takie porządki. Jak już ktoś pozbędzie się niepotrzebnego nadmiaru, co robić dalej? Przecież łatwo znowu uzbierać to wszystko.

To prawda – to jak po różnych dietach przychodzi efekt yo-yo, gdzie jest jeszcze gorzej niż było. Stąd ważne, by nie wyrzucać „bo muszę mieć mniej”... ale bo „chcę się lepiej czuć” i pilnować nowego stanu. Niektórzy proponują podejście „kupuję jedno, wyrzucam dwa” – czy to ubrania, czy sprzęty. Ja stosuję teraz już wymianę 1 do 1 – jeśli kupuję nową koszulkę, to dlatego, że jest lepsza od którejś starszej, którą wyrzucę, lub ta starsza się zużyła i czas na nową. Nigdy dlatego, że ekstra promocja czy „a bo się przyda”. Odrobina dyscypliny na początek później doprowadzi do tego, że naturalnie będziemy o to dbać.

orest-tabak3 (800x450)Czy samo pozbycie się zbędnych rzeczy wystarczy?

To może być pierwszy krok. Już po nim jest przyjemniej, bo człowiek zaczyna odnajdywać się w swoim domu, zaczyna wiedzieć, gdzie i co ma oraz do czego to służy. Ale w świecie przepychu, tej napędzającej się konsumpcji, mamy do czynienia nie tylko z nadmiarem rzeczy, ale i obowiązków, zadań, bodźców, na które przestajemy reagować, które nas zamęczają. Więc po pozbyciu się nadmiaru rzeczy jest jeszcze sporo do zrobienia w tych innych obszarach... po to, by życie smakować jak lampkę wina, a nie jak lampkę wina rozpuszczoną w 5 litrach wody.

Sam upraszczam różne obszary swojego życia, ale to nie takie łatwe. Co dla Ciebie jest najtrudniejsze w upraszczaniu swojego życia? Nie masz chwil słabości?

No nie jest to łatwe. Ból mentalny zaczyna się już na etapie „a co, jeśli coś sknocę?” – czasem można wyrzucić z życia coś, co było bardzo istotne... czy też boimy się, jak to będzie po nowemu, jak się zmieni. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, co znamy i jednak w pewnym momencie alergicznie reagujemy na zmiany, szczególnie te samemu podejmowane. Chwil słabości w tym temacie nie mam – raczej czasem natrafiam na małą ścianę i muszę znaleźć sposób, jak ją obejść lub przeskoczyć :) Ale to nawet niezła zabawa.

Jak przekonać samego siebie do takiego wysiłku?

Jeśli od razu widzi się przyjemność z podjętych działań, czy też lekkość w życiu, to nie ma potrzeby przekonywać samego siebie :)

Co Tobie dał Ci taki styl życia?

Raczej „co daje mi taki styl życia”, bo wciąż go mam :) Przede wszystkim większą świadomość i kontrolę nad nim. Mam moc sprawczą kierowania nim, więc jeśli chcę żyć w podróży, to to robię, jeśli w bardzo głębokim, zaangażowanym związku na drugim końcu Polski, to też tak mogę. Bardzo obserwuję swoje potrzeby, te prawdziwe, i je zaspokajam. A że moją potrzebą jest duża ilość przyjemności w życiu, ciekawych ludzi dookoła, zaangażowane projekty i mnogość aktywności, to to sobie dostarczam :) Moda, naciski społeczne i inne „tak powinno się robić” na mnie nie działa.

Jak takie podejście wpłynęło na Twoją sytuację finansową?orest-tabak2 (800x450)

Bardzo pozytywnie. Pierw odzyskałem trochę pieniędzy, sprzedając rzeczy, których nie potrzebowałem, później przestałem wydawać na rzeczy zbyteczne (rzadko coś kupuję z ubrań, elektroniki), a później, kiedy upraszcza się model biznesowy, możesz wyciskać więcej z tego, co robisz. Oczywiście w pierwszej kolejności skupiam się na przyjemnościach, wolnym czasie, ludziach, więc tych działań zarobkowych dużo nie ma. Ale mam się dobrze, choć jestem jedną z nielicznych osób, która zaczyna odczuwać niedosyt pracy.

Tobie może jest łatwiej, nie masz rodziny, dzieci, kredytów, jesteś młody. Jak takie podejście ma się do osób w takich sytuacjach?

Takie podejście może zastosować każdy, na mniejszą lub większą skalę. Rodzina nie jest przeszkodzą w tym, by żyć prościej i przyjemniej. Ba! Nawet wtedy jeszcze bardziej warto wdrożyć pewne elementy, żeby to ogarnąć. Jeśli przy jednej osobie za sprawą minimalizmu jesteśmy w stanie oszczędzić trochę pieniędzy i czasu, to pomyśl, ile robi się przy kilku? A ile wtedy i czasu, i pieniędzy zostaje na przyjemności i rozwój? :)

Active Strategy Sp. z o.o.

ul. Kolista 14/22

54-152 Wrocław

NIP: 8943065098

KRS: 0000570503

REGON: 362233488

X