Mogą wydać się abstrakcyjne, ale takie słowa usłyszałem na coachingu prawie 15 lat temu.
Dla polskich przedsiębiorców to temat wciąż stosunkowo nowy. Po 30 latach kapitalizmu mamy już pierwsze pokolenie założycieli, które realnie mierzy się z exitem — ale wiedzy na ten temat wciąż jest mało, środowisko dopiero się integruje, a wielu z nich czuje swego rodzaju wstyd przed otwartym mówieniem o tym, co czują. Jakby obawiali się, że zostaną odebrani jako „ten arogancki dupek, co dorobił się na pocie innych". W efekcie te rozmowy toczą się głównie w wąskim gronie zaufanych znajomych, a szkoda, bo świadomość tych wyzwań rośnie z roku na rok, i im wcześniej ktoś ją zdobędzie, tym łatwiej i płynniej przejdzie przez ten etap.
Zanim przejdę do konkretnych wyzwań, warto doprecyzować jedną rzecz. Nie wszystkie z nich wymagają sprzedaży firmy. Mówimy tu o dwóch osobnych, choć często współwystępujących zjawiskach:
To ważne rozróżnienie, bo te wyzwania dotyczą nie tylko tych, którzy w pełni sprzedali firmę.
Dziś exit (pełny lub operacyjny) jest marzeniem wielu przedsiębiorców. Jednak u wielu wywołuje potężny dysonans — otoczenie oczekuje zachwytu i wdzięczności, bo „zarobiłeś miliony", „uciekłeś z wyścigu szczurów" i „takie problemy, to nie problemy". A Ty czujesz pustkę, wątpliwości, a często wręcz głęboki niepokój.
(Wiem, z boku wygląda to na „problemy pierwszego świata". Ale prawda jest taka, że bez względu na stan konta, Twój największy aktualny problem zawsze jest dla Ciebie ważny, nawet jeśli komuś innemu wydaje się błahy.)
Poniżej znajdziesz 6 wyzwań po exicie, które zauważyłem w rozmowach i w pracy z przedsiębiorcami. Chcę jednak zaznaczyć, że radzą sobie oni bardzo różnie — poznałem też takich, którzy przeszli przez ten etap, odczuwając tylko część z wymienionych wyzwań. Trzeba je traktować bardzo indywidualnie.
Twój układ nerwowy przez lata działał w trybie walki. Gdy kortyzol i adrenalina opadają, nagle w tygodniu pojawia się 40 (albo 60) wolnych godzin. Telefony milkną, skrzynka odbiorcza jest pusta, a wszyscy wokół pędzą dalej.
„Miesiąc miodowy" (może trwać nawet 2 lata) — w tym czasie emeryt spełnia marzenia i realizuje pasje. Sporty, gitara, taniec, podróże, nadrabianie zaległości z młodości. Ale gdy hobby z odskoczni staje się jedynym zajęciem, przestaje wystarczać.
Twój mózg przez lata rozwiązywał skomplikowane łamigłówki biznesowe. Po exicie pojawia się paraliżująca obawa o zastój intelektualny: „czy ja właśnie nie zacząłem gnuśnieć?". Pojawia się wewnętrzna potrzeba szukania aktywności, które są wyzwaniem intelektualnym, fizycznym, społecznym czy organizacyjnym.
Ci, którzy mają wcześniej zbudowane hobby i alternatywne do pracy aktywności, przechodzą exit znacznie płynniej. Szybko skupiają swoją energię na doskonaleniu się w wybranym obszarze i przeżywaniu go w pełni.
Gdy przez 15–20 lat definiujesz siebie jako CEO, po sprzedaży (lub wycofaniu operacyjnego) stajesz przed pytaniem: „Kim jestem bez swojej firmy? Przecież nie będę sobie i innym mówił, że jestem emerytem". Często przez pierwszy rok lub dwa „emeryt" eksperymentuje z różnymi sposobami spędzania czasu i nadaniem sensu swoim aktywnościom — nowy startup, doradzanie młodszym przedsiębiorcom, wykłady, projekty społeczne, wolontariat. Niejednokrotnie poczucie braku tego „nowego czegoś" nie wynika z braku pomysłów, ale z braku decyzji, w którą i po co się zaangażować.
Nagła utrata wpływu — przejście z pozycji osoby, od której wszystko zależy, do statusu „niepotrzebnego człowieka" — bywa szokiem tożsamościowym.
Po exicie zmienia się horyzont odpowiedzialności — zaczynasz myśleć nie w perspektywie kwartału, ale o latach, nawet dekadach. Pytanie „jak domknąć kontrakt?" zmienia się w „co po sobie zostawię i jakich ludzi wychowam?".
Presja natychmiastowego znalezienia odpowiedzi wywołuje niepokój, może nawet prowadzić do stanów depresyjnych. Część osób decyduje się korzystać ze wsparcia, w zależności od potrzeb, psychoterapeuty lub coacha.
To jeden z najbardziej nieoczywistych kolorytów wczesnej emerytury, i ma kilka wymiarów.
Izolacja społeczna. Ty masz czas we wtorek o 11:00 na lunch lub squash. Twoi dotychczasowi znajomi są w kulminacyjnym etapie projektu, walczą o klienta albo biegają po spotkaniach. Nawet jeśli znajdą wolne, wyjazd na 3 tygodnie w Himalaje, za miesiąc na 2 tygodnie żeglowania, a później jeszcze tygodniowy wyjazd po Bałkanach może być poza ich limitem urlopowym.
Niezręczność finansowa. Ty nie musisz liczyć budżetu na urlopy, na prezenty czy wybierając hotel lub restaurację. Twoi znajomi i rodzina mogą nie mieć takiego komfortu. Możesz chcieć pokryć im koszt wspólnego wyjazdu, bo inaczej musiałbyś jechać bez nich — ale spotkasz różne reakcje na taką propozycję. W polskiej kulturze płacenie za kogoś bywa odbierane jako protekcjonalne.
Oba aspekty pchają osoby po exicie do szukania nowych kręgów towarzyskich, co oczywiście nie musi oznaczać porzucenia dotychczasowych.
Exit potrafi wysadzić w powietrze stabilny dotąd związek.
Dwie prędkości życiowe: Jeśli partner/ka nadal buduje karierę (bo chce własnej niezależności, poczucia sprawczości lub po prostu kocha to, co robi), pojawiają się napięcia. Ty się nudzisz i czekasz, aż znajdzie czas na wspólne zajęcia.
Wspólne przejście na emeryturę otwiera rozmowy na wasze wizje dalszego życia, czasami wręcz podwójną pustkę, co może tworzyć całkowicie nowe napięcia.
Pojawiają się myśli, jak wychowywać dzieci w domu, w którym finansowo nic już nie trzeba — jak uczyć ich szacunku, pracowitości, inicjatywy, pokory, dyscypliny.
Przez lata jako CEO masz wokół siebie bezcenne wsparcie — asystentów, IT, finanse, prawne i organizacyjne. Oczywiście wspierali Cię głównie w firmie, ale także w sprawach prywatnych. Często przedsiębiorcy nie zdają sobie sprawy z poziomu tego wsparcia. Nagle po exicie musisz zbudować tę strukturę „back/ family office" od nowa.
Wydatki rosną (bo masz czas i możliwości), ale co miesiąc przestaje wpływać wysoka pensja. Nagle na koncie widzisz miesięcznie 20 czy 50 tys. zł kosztów i 0 zł bieżących wpływów. A twój majątek jest zamrożony w aktywach i inwestycjach. Przestawienie się na zarządzanie płynnością prywatnego kapitału może powodować realny stres finansowy.
Co często bywa pomijane, to że nie wszyscy właściciele firm są ekspertami od finansów, w tym od inwestowania. Wielu z nich jest przecież specjalistami od jedynego produkty firmy, świadczonej usługi lub używanych technologii. Po exicie dopada ich strach przed inwestowaniem, nie potrafią liczyć rentowności, nie wiedzą jak się tego nauczyć lub komu zaufać, bo w firmie też tego nie robili.

Z rozmów z osobami świeżo po exicie wyłania się dość prosty wzorzec. Większość z nich wraca uwagą do 5 obszarów.
Pierwsze trzy często były zaniedbane przez lata budowania biznesu, więc jest to swego rodzaju spłacenie długu.
1. Ciało - badania, dieta, trening, sen.
2. Głowa - układanie na nowo priorytetów i wartości, a czasem gruby remont po głęboko zakopanych kosztach emocjonalnych.
3. Rodzina i przyjaciele - odbudowywanie zerwanych więzi, nadszarpniętego zaufania, budowanie na nowo relacji z rodziną i przyjaciółmi.
Kolejne dwa mogą, choć nie muszą, być zupełną nowością.
4. Hobby i marzenia - często porzucone jeszcze we wczesnych latach młodości lub odkładane przez okres budowania firmy.
5. Większy sens - szukanie sposobu na oddanie tego, co otrzymywało się przez lata, pomoc innym, zostawienie po sobie spuścizny.
To nie przypadek, że tak wielu po exicie decyduje się na psychoterapię, coaching i dołącza do różnych grup - co, jak sami podkreślają, bywa jedną z najlepszych decyzji w ich życiu. Szukają przestrzeni na poszukanie swojego prawdziwego ja, z dala od roli, w której funkcjonowali przez dekady.
Zarysowałem nieco szary obraz życia po exicie, ale niezmiennie jest to ogromny sukces zawodowy, który otwiera wiele możliwości. Największą korzyścią jest brak przymusu udziału w aktywnościach i projektach, których nie chcesz. Możesz zwolnić, zresetować głowę, zadbać o swoje ciało i zacząć budować swoje dalsze życie wokół tego, co chcesz, a nie co musisz lub co wypada.
Exit może też przebiegać stopniowo, a nie z dnia na dzień. Mniej projektów, mniej czasu poświęconego zawodowo, więcej aktywności poza firmą — regulując ten balans, można złagodzić skutki opisanych wyżej wyzwań. I nie ma nic złego w tym, żeby nawet bez presji na wyniki, dalej „coś tam sobie dłubać" zawodowo tak długo, jak pozwala na to zdrowie i chęci. To kwestia możliwości i osobistych preferencji, nie żadnej reguły.
Ten artykuł wywołał na LinkedIn sporo komentarzy i prywatnych wiadomości. Jeśli chcesz przeczytać tę wymianę zdań i dodać swoje (znajdziesz ją tutaj).
Niezależnie od tego, czy jesteś w trakcie wycofania z biznesu, czy dopiero przygotowujesz do tego swoją organizację, pomagamy w dwóch obszarach: